Zum Inhalt springen

Lustra dekoracyjne – jak odmienić wnętrze bez remontu

Aus TerraDuniaWiki

Kiedy pierwszy raz weszłam do swojego mieszkanka na Mokotowie, od razu wiedziałam, że chcę tam wpuścić ciepło i światło. Prowansja nie kojarzy mi się z perfekcyjnymi katalogami, ale z zapachem suszonych ziół, chropowatym drewnem i pościelą wypraną w płynie do płukania o zapachu lawendy. To styl, który wybacza niedoskonałości – farba na ścianie może być lekko obtarta, a lniane zasłony pomięte. W tej aranżacji chodzi o nastrój, a nie o gładkie powierzchnie. Zaczęłam od koloru: ściany w odcieniu ciepłego piasku, który zmienia się w zależności od pory dnia. Do tego bielone belki na suficie, choć w bloku to tylko udawane – listwy poliuretanowe dają ten sam efekt, a nie obniżają sufitu. I lawenda w glinianym doniczku na parapecie. To wystarczyło, by przestrzeń nabrała ducha.

Kolejnym wyzwaniem była sypialnia, gdzie chciałam zachować spokój i harmonię. Postawiłam na stelaz listwowy pod materacem, który zapewnia dobrą cyrkulację powietrza i jest przyjazny dla kręgosłupa. Na nocnej szafce znalazło się miejsce dla małej paproci, która uwielbia wilgotne powietrze. W sypialni unikam roślin o intensywnym zapachu, bo mogą zakłócać sen. Zamiast tego wybrałam sansewierię, która produkuje tlen w nocy i świetnie oczyszcza powietrze. To jeden z tych gatunków, które wybaczą nawet zapominalskim – podlewam ją raz na dwa tygodnie i rośnie jak szalona. Jeśli masz mało światła w sypialni, postaw na zamiokulkasa lub aglaonemę – one poradzą sobie w słabszym oświetleniu.

Z czasem odkryłam, że lustra dekoracyjne to nie tylko trik na małe metraże. W większych wnętrzach potrafią stworzyć nastrój. Moja przyjaciółka ma w salonie ogromne lustro w złotej, zdobionej ramie – wygląda jak dzieło sztuki, a przy okazji odbija kominek, dzięki czemu ogień zdaje się tańczyć w dwóch miejscach naraz. Kiedy urządzała przyjęcia, goście zawsze pytali, skąd ma taki oryginalny element. Prawda jest taka, że dobrze dobrane lustro nadaje charakteru nawet najbardziej stonowanym aranżacjom. Można je położyć na komodzie, powiesić nad kanapą z funkcją spania, a nawet postawić na podłodze, oparte o ścianę. To jeden z tych dodatków, który nigdy się nie nudzi, bo za każdym razem odbija coś innego – światło poranka, blask świec wieczorem, zieleń roślin.

Nie da się ukryć, że w małych mieszkaniach meble muszą być wielofunkcyjne. Dlatego postawiłam na wersalkę, która w ciągu dnia służy jako kanapa, a wieczorem zamienia się w wygodne łóżko dla gości. Wybrałam model z mechanizmem DL, bo jest prosty w obsłudze i nie wymaga siłowania się z materacem. Pod spodem zmieściłam jeszcze kilka doniczek z sukulentami, ale tylko takich, które nie boją się półcienia. Rośliny doniczkowe w domu to nie tylko ozdoba, ale też sposób na stworzenie przytulnej atmosfery, nawet gdy przestrzeń jest ograniczona. Ważne, żeby pamiętać o regularnym podlewaniu i nawożeniu, zwłaszcza w okresie wzrostu.

Ostatnia kwestia to praktyczność w codziennym użytkowaniu. Moja łazienka ma mały metraż, więc każdy centymetr jest na wagę złota. Zastanawiam się nad wstawieniem tam małej kanapy z funkcją spania, ale to raczej pomysł na przedpokój. W łazience lepiej postawić na przechowywanie pod umywalką. Płytki łazienkowe w strefie prysznica warto ułożyć do samego sufitu, bo para i tak znajdzie drogę do fug. Ja zrobiłam pół metra niżej i teraz mam problem z wilgocią na suficie. Gdybym miała więcej miejsca, pomyślałabym o stelazu listwowym pod prysznicem, ale to już inna bajka.

Zacznijmy od podłogi, bo to ona ma najciężej. Codziennie stąpamy po niej mokrymi stopami, spadają krople wody, szampon, a czasem i szczotka do włosów. Wybierając płytki łazienkowe do strefy mokrej, postaw na te z wyższą klasą antypoślizgowości, najlepiej R10 lub R11. Pamiętaj, że im wyższa klasa, tym bardziej szorstka powierzchnia, co może być mniej przyjemne dla bosych stóp, ale za to bezpieczne. Jeśli masz małą łazienkę, unikaj bardzo ciemnych płytek na podłodze - każdy okruszek będzie widoczny jak na dłoni. Ja osobiście polecam płytki w odcieniach szarości lub beżu, które maskują codzienne zabrudzenia.

Z czasem nauczyłam się, że prowansalski styl to przede wszystkim umiar w ilości przedmiotów, a nie w ich jakości. Zamiast pięciu poduszek na kanapie wystarczą dwie, ale z dobrego lnu, który po praniu staje się tylko bardziej miękki. Zamiast dywanu z syntetyku – chodnik z sizalu, na którym widać każdy okruszek, ale który wprowadza fakturę. I światło – to ono gra główną rolę. Ciepłe, żółte żarówki, które wieczorem tworzą nastrój, a nie ostre ledy. W prowansalskim wnętrzu nie chodzi o to, by było idealnie. Chodzi o to, byś po wejściu czuła, że możesz zdjąć buty, usiąść na podłodze i westchnąć. I żeby lawendowy zapach mieszał się z zapachem kawy.